Måbødalen, czy jednak Mordor?

IMG_20210818_214210_387

Dzień wcześniej miałam piękną pogodę, ale na dziś prognoza już nie była taka łaskawa, na szczęście mogłam spakować wszystkie swoje rzeczy na motocykl bez zakładania kombinezonu przeciwdeszczowego, ale wiedziałem, że będzie to zabawa w kotka i myszkę. Pytanie brzmiało, kto będzie kim? Sceneria zmieniła się drastycznie, trudno mi było uwierzyć, że wczorajszy fiord, który wyglądał tak idyllicznie, mógłby dzisiaj z łatwością być miejscem rozgrywania się jakiegoś krwawego skandynawskiego thrillera. Już od samego oglądania gór otulonych mgłą i chmurami dostałam gęsiej skórki. Tak się dzieje, gdy czytasz i oglądasz zbyt wiele mrocznych historii i masz zbyt bujną wyobraźnię.

Przed dalszą podróżą odwiedziłam Skjervsfossenl droga, która do niego prowadzi, jest całkiem ładna, ale co może Was zszokować, nie wiem, co było ciekawsze, wodospad czy… toaleta, która znajduje się na jego szczycie. Pewnie myślisz, co ona do cholery wypisuje? Cóż, jeśli iść za potrzebą, nie możesz się wstydziochem, bo w toalecie znajdziesz ogromne okno i szklaną podłogę, z której spokojnie możesz obserwować płynący strumień. Uwielbiam poczucie humoru Norwegów.

Niestety moje pozytywne wibracje zniknęły szybciej, niż bym sobie tego życzyła, mimo że wybierałam świetną, wąską drogę z małym ruchem przebiegającą przez Ulvik. Gdy tylko dotarłam do Hardangervidda, pomyślałem, że mam deja vu. Czy z powrotem trafiłam do Mordoru? Na diabelskiej drodze w Parku Narodowym Tongariro w Nowej Zelandii, gdzie wiatr chciał mnie zrzucić z siodła mojego motocykla!?! Droga Hardangervidda przecina największy płaskowyż wysokogórski w północnej Europie z jego głębokimi dolinami i księżycowym krajobrazem (nie daj się zwieść kilku zdjęciom w słońcu, wyszło tylko na kilka minut). Wąska droga wije się przez szerokie równiny po surowej, nieokiełznanej dolinie Måbødalen. Nawet nazwa tej doliny brzmi jak Władca Pierścieni, prawda?

Tutaj możesz posłuchać Lyfjaberg, piosenki, która eskortowała nas z Bonneville przez złowrogie stepy tej doliny. Nawet tekst pasuje idealnie:

„Osiodłaj swoją duszę i pozwól jej jechać
Z zamkniętymi oczami na pewno znajdziesz drogę
Zaczerpnij oddechu – pozwól myślom odlecieć
Wypuszczaj powietrze powoli – na wietrze będziesz jeździł…”

 

Najpierw zaczęło padać, to znaczy lać po pół godziny postanawiam się zatrzymać przy drewnianym przystanku autobusowym, ale jak długo można tam stać jak idiota i czekać? Jem tam nawet lunch, ale i tak dalej leje.
Wyglądam na zewnątrz i obserwuję horyzont; wygląda to tak, jakby w kierunku, w którym zmierzam, niebo miało się przejaśnić, więc wskakuję na Bonneville’a. I faktycznie, przestaje padać, ale w zamian pojawia się silny wiatr. Czułam go w całym ciele, kołysana przez matkę naturę. Jednak nie to było najgorsze; na tej wąskiej drodze z tysiącem długich patyków wbitych w ziemię najgorzej było, gdy wielka ciężarówka jechała z naprzeciwka. Trzymałem się jak najmocniej Bonneville’a, ponieważ wiatr pchał mnie w lewo, a podmuchy z ciężarówki w prawo, krzyczałam w kasku ile sił w płucach! Aha, a czy wspomniałam, że było tam cholernie zimno?! Po 3 godzinach jazdy w takich warunkach byłam piekielnie zmęczona, zmarznięta i wściekła! Na szczęście, gdy dotarłam na kemping, czekała na mnie śliczna, mała „hytte” z tradycyjną trawą na dachu. Zaczęłam się śmiać i wzniosłam toast za bezpieczną dalszą podróż kubkiem gorącej herbaty.

IMG_20210818_192022_653

IMG_20210818_213537_916

 

Tagged , , ,