Hardanger Norweska Trasa Widokowa

IMG_20210816_210329_436

Początek podróży był trudny, szczerze mówiąc, zresztą nie pamiętam, aby którakolwiek z moich podróży zaczynała się bez wybojów. Tym razem ścigałam się z czasem, gdyż salon Triumpha w Bergen jest czynny do godziny 17 i to tam czekał na mnie mój kompan podróży. Mój samolot miał wylądować o 14:35, więc teoretycznie miałam więcej, niż mnóstwo czasu, aby odebrać Bonniego, ale o rany, jak bardzo się myliłam! Mój lot był opóźniony o ponad godzinę; kiedy w końcu wylądowaliśmy w Bergen, personel pokładowy wypuszczał ludzi w małych grupach z powodu jakichś problemów z odprawą. Gdy wyszłam z lotniska, pobiegłam ile sił w nogach, żeby złapać tramwaj, oczywiście ten odjechał z przystanku, gdy tylko zbiegałam po schodach. „Nie panikuj!”. Powtarzałam sobie: „następny przyjdzie za 10 minut!”. Na szczęście tak się stało, później musiałam przesiąść się do autobus. Na transfer miałam 7 minut, więc szłam na dworzec autobusowy z wielkim uśmiechem na twarzy, bo wyglądało na to, że zdążę na czas, zanim zamkną mojego kumpla na noc. Chociaż na ekranach widniała informacja, że mój autobus zaraz przyjedzie, nie przyjechał… i ani drugi i ani trzeci… Wiedziałam, że potrzebuję cudu; w końcu podjechał kolos, ale w mojej głowie słyszałem tylko tik-tok, tik-tok. Nie chciałam spędzić nocy w Bergen, bo noclegi tutaj są pioruńsko drogie, a po drugie, zapłaciłam już za dwie kolejne noce w innym mieście.

IMG_20210816_210434_678

Rozpaczliwie szukałam w internecie kontaktu do dealera. W końcu jakaś pani podniosła słuchawkę i powiedziała, że poprosi kolegów, aby zostali 20 minut dłużej, ale nie jest pewna, czy będzie to możliwe. Po 5 minut dostałam telefon, że wyciągnął motocykl z salonu i będzie na mnie czekał na zewnątrz. Na szczęście życzliwy gość zlitował się i zaczekał na mnie, dzięki temu zaoszczędziłam przechodniom widoku mojego bladego tyłka, gdybym musiała wciągać na siebie ciuchy motocyklowe na ulicy. Czułam, jak adrenalina buzuje we mnie, ale wiedziałam, że rzeczy nie dzieją się bez przyczyny, jakiś anioł stróż kierował mnie bezpieczną ścieżką.

Pierwsze kilometry nie były łatwe, nowe przepisy, do tego surowe prawo w Norwegii mówiące, że jeśli tylko przekroczysz 5 km/h od dozwolonej prędkości to będziesz musiał zapłacić 385 zł, a za 10 km/h ponad dozwoloną prędkość kwota ta wzrośnie do 1020 zł!! Nie byłam, więc pewna, na co powinnam najpierw spoglądać na licznik, czy nawigację, aby wiedzieć, gdzie jechać?!
Kiedy tylko wyjechałam z Bergen, miałam wszystko z czego słynie Norwegia na wyciągnięcie ręki… kręte drogi, jeziora, fiordy, wodospady, tunele i jestem prawie pewna, że widziałem nawet jednego trolla na drodze!

Wyczerpana wylądowałam w Norheimsund, gdzie planowałam zostać na dwie noce, żeby nie jeździć po norweskich drogach z całym bagażem przynajmniej przez jeden dzień. I to była świetna decyzja, ponieważ wąska dróżka prowadząca do lodowca Fonna miała kilka przerażających zakrętów. Trasa była spektakularna, bardzo podobna do włoskiej Gavia. Byłam zaskoczona, że niewiele osób o niej wie, bo ma wszystko ogromne jezioro, krowy na drodze, małe lazurowe jeziorka i ogromny lodowiec na górze, z którego rozciąga się wspaniała panorama.

Następnie wybrałam trasę 550 (Hardanger); wokół fiordu wije się ona jak szalona. Lazurowy kolor wody z łatwością cię może zahipnotyzować. Warto znaleźć miejsce z ławeczką na krótki postój na lunch i chłonąć tę zachwycające widoki, które zmieniają się co minutę. Wisienką na torcie był wodospad Låtefossen, który prawie zalewa drogę, przez którą przejeżdżasz. Wracając do domu czekały na mnie dwa wielgaśne tunele pierwszy liczący 12 km i drugi 10 km. Ostatnim razem, kiedy byłam w Norwegii, miałam przyjemność przejechać się Lærdal, najdłuższym tunelem drogowym na świecie liczącym 24,5km długości! Było kolorowo do tego średnie natężenie ruchu, tutaj było zimno, szaro i nie widziałem żadnego auta przed sobą ani za sobą! To było dość przerażające doświadczenie. Cieszę się, że nie mam klaustrofobii! Na szczęście, kiedy dotarłam Jondal, czekał na mnie prom z otwartym dachem, więc niebo mogłam podziwiać do woli.
Ciekawostką jest fakt, że obecnie w Norwegii nie płaci się na promie za transfer, kapitan robi tylko zdjęcie twojej tablicy rejestracyjnej, a rachunek przysyłają ci do domu. Fajnie, prawda?

 

Tagged , , , ,