Bjorgavegen

norway_3_ (7)

Poranek był piękny, słoneczna, ciepła pogoda, nie chciałam nawet myśleć o ruszaniu się z campingu. Islandczycy mówią: jeśli nie podoba ci się pogoda na Islandii, poczekaj 10 minut, to pewnie zmieni się na jeszcze gorszą, a Norwegowie? Zapewne nie pytają się, czy dzisiaj będzie padać, ale o której godzinie? Czułam przez skórę, że to tylko zasłona dymna i pogoda jeszcze mnie nieraz zaskoczy podczas tej podróży. Dlatego opóźniałam start, jak tylko się dało, ale gdy nadszedł czas wymeldowania, odpaliłam silnik i ruszyliśmy z Bonnevillem w nieznane. Pierwsze pół godziny było całkiem przyjemne, kręta droga położona w lesie z kilkoma znakami „uważaj na łosie, które mogą wejść na drogę”, ale po drodze widziałam tylko dwie wiewiórki, które wbiegały przed jadące samochodami i mnóstwo ich braci rozjechanych na drodze.

norway_3_ (61)

Kiedy minęłam Hol, pogoda drastycznie się zmieniła, szybko zatrzymałam się i założyłam cieplejsze rękawiczki i po raz pierwszy wypróbowałam podgrzewaną kamizelkę Shimy, którą dostałam do testów. Nie wiem dlaczego, ale dzień wcześniej nie chciał działać poprzez moją motocyklową ładowarkę USB. W jakimś lokalnym sklepie kupiłam power bank i szczerze mówiąc, bez tej kamizelki nie jestem pewna, jak bym przeżyła tę trasę, uratowała mi ona życie. Ten cholernie zimny wiatr z łatwością znajduje szpary w ubraniu i czujesz lodowatą stróżkę wiatru na swoim ciele i tak dalej przez blisko dwie godziny.

Gdy dotarłam do Steine, rozgrzał mnie oszałamiający widok na fiord ze szczytu góry i kilka agrafek, niektóre z nich były nawet ukryte w tunelach, co z łatwością podniosło mi adrenalinę i wreszcie wyszło słońce, ale nie na długo.
Aurlandsvangen miałam dwie opcje do wyboru: słynny najdłuższy tunel i drugą trasę Bjorgavegen zwaną Śnieżną Drogą. Nie muszę ci mówić, którą wybrałam. Niecały kilometr za miastem zaczyna się jedna z najpiękniejszych dróg na świecie, dawno nie byłam tak oczarowana drogą. Jest wiele punktów, w których można się zatrzymać i zrobić zdjęcia. Niestety nie miałam zbyt wiele czasu, aby nacieszyć się widokiem, bo nadciągnęły wielkie chmury z ulewnym deszczem. Gdy wspięliśmy się wyżej, deszcz ustał, ale na górze było lodowato, a widoki zmieniły się na bardziej księżycowe… bez drzew, kwiatów oraz żywej duszy dookoła.

Później tego samego dnia dotarłam do Borgund „stavkirke”, starego kościoła klepkowego z około 1200 roku z unikalną drewnianą konstrukcją.

Znalazłam nocleg na kempingu w Lærdal, w mieście, które było polecane przez innych podróżników, ale szczerze mówiąc, czułam tam dziwną atmosferę, jakbym przybyła do miasta duchów, atmosferę potęgowały otaczające góry, które kradły promienie słońca. Poszłam zobaczyć dzielnicę Gamle Lærdalsøyri, ale była on, jak żywe muzeum, w którym zamieszkały był, co trzeci dom. Nie wiem, czy to norweski styl życia, czy ze względu na covid, ale miasteczka są puste, nic się nie dzieje, nikt nie siedzi w ogródkach kawiarnianych, lokalne sklepy są zamknięte od wczesnych godzin popołudniowych.