Baltimore-Washington

DSC_0363

pl. W Baltimore los się do mnie uśmiechnął, bo pod swój dach przygarnęła mnie rodzina Couchsurferów: Iris, Siri i Mike. Mieszkają oni w przepięknej kamienicy, którą własnoręcznie remontują. W ciągu jednego wieczoru poznałam historię ich domu oraz ich wędrówki przez życie. I tak zaczynam podróżować od człowiek do człowieka i choć Baltimore mnie zachwyciło swoją architekturą, porządkiem oraz klimatem małego miasteczka to już dzisiaj wiem, że najważniejsi w tej wyprawie są ludzie, bo oni tworzą klimat tej wyprawy.

Następnym przystankiem był Waszyngton. Miasto, przed którym ostrzegało mnie wielu…, bo korki i pełno urzędników… Pod swój dach przyjęła mnie wspaniała para Natalia i Victor. Pomimo, że mój przystanek w stolicy miał być bardzo krótki starali się, abym zobaczyła każdą większą atrakcję tego miasta.

Planów nawet nam nie pokrzyżowała szalejąca ulewa. I pomimo, że była przemoczona do ostatniej suchej nitki to nigdy nie zapomnę pomnika „Marine Corps War Memorial” przedstawiającego moment wetknięcia flagi przez amerykańskich żołnierzy na szczycie Suribachi, na wyspie Iwo Jima. W deszczu… po zmroku drugi wielkie wrażenie zrobił na mnie pomnik upamiętniający Weteranów Wojny w Korei. Przedstawiał on żołnierzy w skali 1:1 przedzierających się w strugach deszczu przez dżunglę. Przy panującej pogodzie wszyscy zwiedzający mieli ciarki na plecach, bo wszystkim wydawało się jakbyśmy mijali zjawy.

Rano pojawiły się ostrzeżenia w mediach o możliwości powodzi oraz silnych wyładowań elektromagnetycznych… nie wróżyło to dobrze w szczególności, że miałam w planach dostać się w góry, aby przejechać Blue Ridge Parkway, ale podczas takiej pogody było to absolutnie niemożliwe. Moi gospodarze zareagowali bardzo szybko i zaproponowali, abym została u nich jeszcze dwa dni. I przyznam się, że nie żałuje tej decyzji, bo to, co się działo za oknem przypominało sztorm. Dodatkowo dzięki temu, że zostałam miałam okazję oglądać na żywo mecz naszego rodzynka (Marcina Gortata) w NBA wraz z kibicami Washington Wizards. No i zaliczyłam moją pierwszą w życiu lekcję jogi, a wszystko to dzięki gospodarzom, którzy sprawili, że pobyt w Waszyngtonie zamienił się w magiczną chwilę.

Więcej zdjęć: galeria

Wyprawę napędza Triumph i InterMotors.
Wyprawę napędza Masterlease.

eng. Fate smiled to me in Baltimore – I found the roof thanks to Couchsurfer family: Iris , Siri and Mike. They live in a beautiful house, which they overhaul by themselves. In one evening I heard the story of their home and their journey through the life. And so I started to travel from human to human, and although Baltimore amazed me with its architecture, order and climate of a small town… but today I know that the most important thing in this trip are the people, because they create the atmosphere of this expedition.

The next stop was Washington. Many have warned me about this city… because traffic jams and officials… I found shelter in house of Natalie and Victor. Although my stop in the capital supposed to be very short but thanks to my Hosts I saw major attraction of the city. Our plans haven’t been even crossed raging downpour. We all soaked to the last shreds.. but I won’t forget the monument „The Marine Corps War Memorial” depicting a moment when U.S. soldiers plug the flag at the top of Suribachi on the island of Iwo Jima. In the rain… after dark… great impression made ​​on me a memorial to Korean War Veterans. Which presents soldiers in scale 1:1 breaking through the jungle in the rain. Prevailing weather made all visitors goose-bumps, because we thought we were passing ghosts.

In the morning appeared warnings about the possibility of flooding and strong electromagnetic discharges… it wasn’t bode well in particular that I had a plans to get to the mountains to ride the Blue Ridge Parkway, but in this weather this was absolutely impossible. My Hosts responded very quickly and offered me to stay with them for two more days. And I must admit that I didn’t regret that I stayed… especially when I looked what was happening outside – it was like a storm.

Thanks to the fact that I stayed I had the opportunity to watch live match of our polish NBA “raisin” (Marcin Gortat) with other Washington Wizards fans. And I passed my very first yoga class all thanks to the Natalie & Victor who made my stay in Washington a magical moment.

more photos:  gallery

About ridingacross

Weronika Kwapisz (1985), Polish social psychologist, actress, columnist, and traveler. A lady who likes to infect others with her passion. For her, nothing is impossible because as she says: “Dreams exist to make them come true”.

Scroll To Top